Текст для тренування читання польською мовою

Na Mazurach

Pamiętam, to było jakieś 5 – 6 lat temu, wybraliśmy się ze znajomymi na Mazury. Pewnie wiecie, że jeziora mazurskie, połączone ze sobą kanałami, to jeden wielki szlak żeglowny. Wsiedliśmy w Giżycku na wynajęty wcześniej jacht i popłynęliśmy na północ w kierunku Sztynortu. Cieszyliśmy się nie tylko z żeglowania – nasi mężowie to prawdziwi pasjonaci zmagań z wiatrem i wodą – ale także z otaczającej nas przyrody. Nie muszę nikomu zachwalać mazurskich krajobrazów, wiadomo, że tu jeszcze można znaleźć dzikie miejsca, podglądać ptaki, posłuchać ciszy. Mieliśmy też w planach trochę zwiedzania: ruiny zamków, stare dwory, bunkry poniemieckie. Wszystko jednak potoczyło się inaczej. Do dziś, gdy o tym mówię, czuję gęsią skórkę. To był drugi dzień naszej wyprawy. Piękna pogoda, wspaniałe warunki i nagle… robi się szaro, ciemno. Jezioro zmienia się w piekło. Wiatr przewraca łodzie jak dziecięce zabawki. To był sztorm – „Biały Szkwał” – zjawił się niespodziewanie. Zanim się zorientowaliśmy, co się dzieje, nasz jacht był już pod wodą. Pierwsza myśl to wyratować dzieci. Potem już tylko było ważne, żeby utrzymać się na powierzchni, nie utonąć. Ratownicy wyłowili nas dopiero po dwóch godzinach, to były najgorsze godziny w moim życiu! Jak to się stało, że nikt nie ostrzegł żeglarzy przed zbliżającym się sztormem? Wiatr wiał z siłą 12 stopni w skali Beauforta, zatopił 40 jachtów, ratownicy wyłowili ponad osiemdziesięciu rozbitków. Niestety były też ofiary śmiertelne.