Żołnierz Wojtek

Wojtek – to imię wyjątkowego szeregowca drugiego korpusu generała Andersa. Był na tyle niezwykłym żołnierzem, że w Szkocji zainicjowano kampanię na rzecz uczczenia go  pomnikiem.
Pora zdradzić, że Wojtek był brunatnym niedźwiedziem przygarniętym przez żołnierzy drugiego korpusu. A my rozmawiamy z doktorem Jarosławem Gdańskim, historykiem i wydawcą:
-- Czy rzeczywiście niedźwiedź Wojtek był żołnierzem, czy możemy go tak nazwać, czy tylko  maskotką drugiego korpusu?
-- Żołnierz Wojtek, czy szeregowy Wojtek, był rzeczywiście żołnierzem, miał stopień  szeregowego, czyli był – moglibyśmy powiedzieć – pełną gębą niedźwiedzią żołnierzem
Wojska Polskiego.
-- Na czym więc polegały jego obowiązki jako niedźwiedzia, żołnierza?
-- On był swego rodzaju nawet nie tyle maskotką, co takim żywym symbolem polskich żołnierzy. Został przygarnięty, a właściwie odkupiony od Irakijczyka, młodego chłopaka, który go gdzieś tam samotnego spotkał, i był tak naprawdę od małego przez tych żołnierzy rozpieszczany, karmiony. Jeździł z nimi w transportach, no była kolumna zaopatrywania samochodowa, jeździł albo jako pilot, bo nie kierowca, kierować nie umiał, albo jeździł na pace, pilnował tam różnego rodzaju rzeczy. Jest nawet legenda, że nie tylko jeździł, nie tylko
pilnował, ale w czasie bitwy pod Monte Cassino nawet przenosił pociski z magazynu na pierwszą linię i dlatego potem dwudziesta druga kompania zrobiła sobie z niedźwiedzia z pociskiem w ręku swój taki znak wyróżniający, który był malowany na wszystkich pojazdach.